Człowiek, który zjadł samolot Michel Lotito zrobił coś, w czym trudno mu będzie dorównać. Mężczyzna słynie z tego, że zjada materiały, które się do tego zupełnie nie nadają. Uwielbiamy brać udział w różnych eventach i wydarzeniach. Nowe doświadczenie, ciekawi ludzie, poruszanie ważnych (i niekoniecznie ważnych :) tematów. Ale jest taka, że im mniejsza jest prędkość Posadzę was do samolotu, który może przed lądowaniem, tym łatwiej jest lecieć z prędkością 120 węzłów (222 potem kontrolować samolot poruszający km/h), czyli znacznie szybciej niż samo- się po pasie startowym. chody na drodze, nad którą będziecie Z drugiej strony, samoloty nie mogą Uroczystości odbyły się o 8.15 czasu lokalnego, dokładnie o godzinie, w której 73 lata temu wybuchła bomba atomowa. Mieszkańcy Hiroszimy uczcili pamięć ofiar minutą ciszy i apelem o świat bez broni jądrowej. - Niektóre kraje otwarcie głoszą nacjonalizm i modernizują swoje arsenały nuklearne, ponownie rozbudzając napięcia . Rosyjski działacz opozycji, Władimir Kara-Murza, przeżył dwie próby otrucia. Teraz zaś grozi mu od 5 do 10 lat pozbawienia wolności za "fake newsy" na temat armii rosyjskiej (art. rosyjskiego kodeksu karnego) Żona Kara-Murzy, tłumaczka Jewgienija Kara-Murza, walczy teraz o jego wolność — Wydaje mi się, że gdybym teraz poprosiła go, aby z tego wszystkiego zrezygnował, byłabym hipokrytką — podkreśliła w rozmowie z dziennikarką Meduzy Tekst publikujemy dzięki uprzejmości serwisu Meduza. Prosimy o wsparcie pracy niezależnych rosyjskich dziennikarzy z Meduzy Więcej takich historii znajdziesz na stronie głównej Onetu Władimir Kara-Murza został zwolniony z pracy, uznany za "zagranicznego agenta" i co najmniej dwukrotnie próbowano go otruć. Mimo gróźb opozycjonista kontynuował pracę i pozostał w Rosji. 22 kwietnia wszczęto przeciwko niemu postępowanie karne za "fake newsy" na temat armii rosyjskiej (art. rosyjskiego kodeksu karnego). Żona Kara-Murzy, tłumaczka Jewgienija Kara-Murza, walczy teraz o jego wolność. Porzuciła pracę w organizacjach międzynarodowych, aby pomóc Władimirowi i kontynuować jego działalność polityczną. Dziennikarka Meduzy rozmawiała z nią o życiu w dwóch krajach, strachu i wyrzeczeniach, jakie trzeba ponieść, gdy mąż jest politykiem opozycji w Rosji. Jak wygląda Twoje życie w ostatnim czasie? Sytuacja jest bardzo niepokojąca. Nigdy wcześniej — nawet przy wszystkich represjach wobec Wołodii — nie znalazłam się w takiej sytuacji. Kiedy został otruty w 2015 r. i w 2017 r., natychmiast do niego poleciałam i byłam przy nim. Potem przywiozłam go na leczenie do Stanów. Jestem teraz z dziećmi w Wirginii. Nie poleciałam do Moskwy, bo Wołodia potrzebuje mnie na zewnątrz. Muszę kontynuować jego pracę. Muszę mówić w jego imieniu i w swoim własnym, jako obywatelka Federacji Rosyjskiej. Od lat krytykuje Putina. Twierdzi, że dwa razy próbowano go otruć. Kim jest Władimir Kara-Murza Poza tym mamy troje dzieci, a one potrzebują przynajmniej jednego rodzica, który będzie zawsze na wyciągnięcie ręki. Nie mogę więc do niego przylecieć. Muszę być tutaj. To po prostu łamie serce. Dalsza część artykułu znajduje się pod materiałem wideo Ze względów bezpieczeństwa zaczęłaś dzielić życie na dwa kraje, jeszcze przed pierwszą próbą otrucia w 2015 r. Czy już wtedy spodziewałaś się odwetu na swoim mężu? Nie jesteśmy emigrantami. Do Stanów Zjednoczonych przyjechaliśmy, można powiedzieć, przez przypadek. W 2003 r., po wyborach parlamentarnych, w których Wołodia brał udział, został zaproszony, aby spróbować swoich sił w dziennikarstwie telewizyjnym. Był tym zainteresowany. Stwierdziliśmy, że czemu nie. W tym czasie już byłam tłumaczem i mogłam pracować z dowolnego miejsca. Spakowaliśmy się i polecieliśmy do Ameryki. Rosyjski polityk skrytykował Putina w telewizji. Został skazany na 15 dni aresztu Nie planowaliśmy pozostać tu tyle lat, ale z każdym rokiem sytuacja w Rosji stawała się coraz trudniejsza. Wkrótce stało się jasne, że Wołodia nie będzie w stanie kontynuować obiektywnego dziennikarstwa w Rosji. Nie mógł też być normalnym politykiem — nie mógł kandydować ani zostać wybrany. Do tego doszły nowe zagrożenia związane z jego działalnością polityczną. W interesie Rosji promował na platformach międzynarodowych sankcje wobec skorumpowanych osób. Prowadził kampanię na rzecz uwolnienia więźniów politycznych. Mówił o prawdziwych zbrodniach wojennych popełnionych przez reżim Putina na terytorium suwerennego państwa. Kiedy rozpoczęła się wojna z Ukrainą, tempo uchwalania nowych represyjnych ustaw było bezprecedensowe. W tym momencie wielu ludzi opuściło Rosję. Czy rozmawialiście o wyjeździe Władimira? Nigdy nie było to przedmiotem konkretnej dyskusji. Rozumieliśmy, co i dlaczego robi Wołodia. Zawsze wierzył, że jego miejsce jest tam [w Rosji]. Że powinien stać na czele i własnym przykładem pokazywać ludziom, że nie należy się bać. Jako polityk nie miałby moralnego prawa wzywać ludzi do dalszej walki z reżimem, gdyby sam był bezpieczny za granicą. Członkowie rodzin rosyjskich polityków opozycyjnych żyją w ciągłym poczuciu niepokoju, zdając sobie sprawę, że ich bliscy są w niebezpieczeństwie i że nie mają na to wpływu. Czy kiedykolwiek się bałaś? Czy próbowałaś w jakiś sposób wpłynąć na swojego męża? Nie wyszłam za mąż za polityka, Władimira Kara-Murza. I nie za aktywistę obywatelskiego. Wychodziłam za mąż za człowieka, który był interesujący i wesoły. Patrząc na niego, pomyślałam: "OK, to jest człowiek, z którym mogłabym spędzić całe życie. Nigdy nie zabraknie nam tematów do rozmowy". Jak mogłam go o to prosić, nawet jeśli się bałam? Czy tylko ja się boję? A co z tymi 15 tys. osób, które zostały zatrzymane [za działania antywojenne] od początku działań wojennych w Ukrainie? Prawdopodobnie mają też rodziny, matki i ojców, małe dzieci, braci i siostry, bliskich. Oni też się boją. Wydaje mi się, że przychodzi taki moment, kiedy człowiek rozumie, że nie może się już więcej bać. Kiedy się boję, biegnę. Wiele osób zastyga w bezruchu, niektórzy wręcz przeciwnie, wycofują się ze strachu, a to są chyba naturalne reakcje na strach. Mam nieco odwrotną reakcję. Wydaje mi się, że trzeba działać mimo strachu, a to jest właśnie ta sytuacja. Kiedy jesteśmy świadkami masowej przemocy w dwóch krajach. W Ukrainie ludzie po prostu giną, są masowo mordowani, a w Rosji mamy do czynienia z poważnymi represjami. W takiej sytuacji nie można powiedzieć: "Boję się czegoś, usiądę tu i poczekam, aż zrobi się ciszej". Bo jeśli będziemy milczeć, staniemy się współwinni. Nie można milczeć. Współudział w takiej sytuacji jest absolutnie niedopuszczalny w jakiejkolwiek formie. Jak wyjaśnić dzieciom, co się dzieje? Wyjaśniamy, jak jest naprawdę. Najmłodszy ma 10 lat. Mamy też córki w wieku 13 i 16 lat. Kiedy mój ojciec został otruty przez rosyjskie służby specjalne, również powiedzieliśmy im, co się dzieje. Nasze dzieci, dzięki Bogu, żyją w społeczeństwie, w którym mają dostęp do obiektywnych informacji. Dorastają w otwartym świecie, w świecie bez granic. Rozumiem, że moja najstarsza córka wejdzie na dowolne media społecznościowe, na dowolne medium i sama znajdzie te informacje o tym, co się dzieje z tatą. Mając dostęp do obiektywnych informacji, mogą wyrobić sobie własną, obiektywną opinię na temat tego, co się dzieje. Wiem, że boją się o swojego ojca. W takiej sytuacji nie może być inaczej. Dla nich nie jest on politykiem, ale tatą, który uczy ich jeździć samochodem, który smaży mięso na grillu, który przywozi im czekoladę z wycieczek. Myślę jednak, że nadal wiedzą, co robi i w głębi duszy są z niego dumni. Nawet jeśli są bardzo przestraszeni, myślę, że są z niego dumni. Jak sobie teraz radzą? Raz lepiej, raz gorzej. Niektóre dni są dobre, inne nie. Ale rozmawiamy o wszystkim. Rozmawiam z nimi, z każdym z osobna, ponieważ są w różnym wieku i mogą różnie rozumieć sytuację. Mają nieco inne wyobrażenia o tym, co się dzieje i co będzie dalej. Staram się odpowiadać na pytania. Powiedziałaś, że nie wyszłaś za Władimira polityka, ale za Władimira człowieka. Jak się poznaliście? Czy dobrze rozumiem, że oboje byliście bardzo młodzi? Byliśmy bardzo młodzi. Wołodia był w tym samym wieku, co teraz nasz syn. Miał 10 lat, a ja 11. Poznaliśmy się w szkole. Chodziliśmy do jednej klasy. Następnie matka Wołodii wyjechała do Anglii i zabrała go ze sobą. Ukończył tam szkołę, potem studia w Cambridge. Zdobył dyplom, spakował się i wyjechał do Rosji. To również wiele mówi o Wołodii jako rosyjskim patriocie. Po Cambridge mógł osiedlić się gdzieś w Anglii lub innym zachodnim kraju i żyć oraz pracować w komfortowych warunkach, ale nie. Mawiał: "W Anglii wszystko jest w porządku beze mnie, ale ja chcę zrobić coś dobrego dla Rosji". Jesteśmy razem od 20 lat. Nie od czasu, gdy miałem 10 lat i szkołę [kiedy się poznaliśmy], ale przez ostatnie 20 lat. Putin wyłożył karty na stół. Jego plan napotkał jednak na problem [OPINIA] To bardzo długi czas. Nie odczuwa się tego, jeśli jest się z właściwą osobą i jeśli ma się wspólne życie. Jeśli razem jest ciekawie i wspaniale, jest wzajemna miłość, szacunek, podziw, to... Nawet nie uważam, że 20 lat to tak długo. Ty mieszkałaś w Ameryce, on w Rosji, to na pewno nie było łatwe. On naprawdę nie spędza zbyt wiele czasu w domu. Mieszka w samolocie. Kiedy jest ktoś, kto może zająć się dziećmi, np. nasi rodzice są u nas, mogę spakować walizkę i pojechać z nim. Zawsze staramy się spędzać jak najwięcej czasu razem, kiedy jest w domu. Rozumiemy, że kiedy jest w domu, jest tylko z nami. Opiekuje się dziećmi. Znajdujemy czas dla siebie nawzajem. Ponadto jestem osobą bardzo zorganizowaną i zdyscyplinowaną. Mam pracę, trójkę dzieci, więc nie mogę powiedzieć, że się tu nudzę. Czasami nie mam czasu na umycie zębów. I to pewnie też pomaga. Masz potrójne obciążenie: pracujesz, wychowujesz trójkę dzieci i pomagasz Władimirowi. Wygłaszasz przemówienia, udzielasz wywiadów, opowiadasz o jego sprawie. Jak to wszystko działa? Jakie mam możliwości? Chcę, aby moje dzieci odzyskały ojca. Chcę, żeby krwawa wojna w Ukrainie się skończyła. Chcę, żeby Rosja wreszcie miała coś dobrego. Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ nigdy nie zastanawiałam się nad tym, jak to robię. Jakoś to robię. Codziennie wstaję, ubieram się, piję kawę, wysyłam dzieci do szkoły, pracuję, potem one wracają, zajmuję się dziećmi, potem znowu pracuję. Jak wszystkie mamy na świecie. A to, co robię teraz w imieniu Wołodii, jest naturalne. To mój człowiek. Będę to robić, dopóki starczy mi sił. Nie jest to zaskoczenie, ale raczej podziw. Czy obecnie nadal pracujesz jako tłumacz? Niestety, musiałam zrezygnować z pracy tłumacza, którą bardzo lubiłam. Wołodia tonął w swoich projektach jeszcze przed aresztowaniem, a ja w pewnym momencie zgodziłam się przestać tłumaczyć i cały czas z nim pracować. Od momentu zatrzymania mówienie o jego sprawie i zwracanie uwagi na problem więźniów politycznych w Rosji oraz na to, co dzieje się w Ukrainie, stało się moim głównym zajęciem. I będę to robiła tak długo, jak długo będzie trzeba, aby Wołodia był wolny i aby zakończyła się wojna w Ukrainie, która już stała się katastrofą, której nie da się opisać słowami. To absolutnie rozdzierające serce. Myślę, że teraz wszyscy normalni ludzie budzą się i zasypiają na wieść o tym, co się dzieje w Ukrainie. To jakieś niekończące się piekło. To musi się skończyć. Wydaje się, że Władimir jest jedyną osobą, którą dwukrotnie próbowano otruć. Już w 2015 r., po pierwszym otruciu, było jasne, że nie jadł grzybów. To, co powiedziano nam w Pierwszym Szpitalu Miejskim o przyczynach niewydolności wielonarządowej mojego męża, nie miało żadnego związku z rzeczywistością. Powiedziano nam, że zjadł niewłaściwe tabletki, że użył aerozolu do nosa na alergie i to spowodowało reakcję, że zjadł niewłaściwą rzecz, że za dużo wypił. Dlaczego zdarzyło się to dwa razy? Myślę, że dlatego, że jest to wygodny sposób na zabijanie ludzi. Zawsze można powiedzieć: "Udowodnij, że to było otrucie". "Może ma niski poziom cukru we krwi. Może zjadł zły jogurt?". Jeśli ktoś umiera, to albo przypisuje się to jakiejś naturalnej przyczynie śmierci, albo mówi się: "Niewyjaśniona przyczyna". Jest to więc wyjątkowo trudne do udowodnienia. Po zatruciu Wołodii odbyliśmy wiele rozmów z toksykologami i powiedziano nam, że aby określić, jaka substancja została użyta, trzeba wiedzieć, czego szukać. Jest to więc błędne koło: szukasz substancji, która została zatruta, i aby to zrobić, musisz przeprowadzić serię testów, ale musisz wiedzieć, czego szukasz. Dzięki błyskotliwemu śledztwu Insidera znamy ludzi, którzy to robią. Wiemy, jakich substancji używają, że istnieje cały instytut zajmujący się opracowywaniem różnych substancji trujących. Tak, to są tacy zabójcy w służbie państwa, którzy pomagają państwu pozbyć się przeciwników politycznych. Kiedy Nawalny miał takie same objawy, czy miałaś jakiś kontakt z jego rodziną? Czy rozmawialiście o otruciu? Wiem, że Wołodia to zrobił. Skontaktował się z rodziną Aleksieja. Wtedy też skontaktował się także z Denisem Protsenko, który leczył go po raz pierwszy i drugi w 2015 i 2017 r. W jaki sposób ostatnie lata zmieniły was zmieniły? Nie zmieniły w żaden sposób. Ryzyko stało się większe. Śmierć praktycznie weszła do naszego domu. W 2015 r. ojciec chrzestny naszej córki [Borys Niemcow] został zastrzelony na moście Bolszoj Moskworieckim. Ryzyko jest więc bardzo duże. Nasze dzieci już dwa razy prawie straciły ojca. Teraz przebywa w więzieniu, gdzie grozi mu od 5 do 10 lat pozbawienia wolności. Ale prawda pozostaje prawdziwa w każdych okolicznościach. Wołodia, nie robi tego z żadnych pragmatycznych powodów. Robi to, ponieważ jest patriotą. Rozumie bowiem, że o wolność trzeba walczyć. Ta wolność ma wysoką cenę i trzeba o nią walczyć. Bardzo absurdalna wydaje się sytuacja, w której próbuje się dwukrotnie zabić człowieka, a następnie wsadzić go do więzienia w związku z zupełnie absurdalną sprawą rozpowszechniania "fake newsów". Sądzę, że po zakończeniu śledztwa w sprawie otrucia Aleksieja Nawalnego, po ujawnieniu nazwisk sprawców, a nawet nazwy substancji, rosyjskie służby bezpieczeństwa postanowiły zmienić taktykę. Obecnie próbuje się zamknąć wszystkich działaczy opozycji, aby uniemożliwić im kontynuowanie pracy. Fundacja Przeciw Korupcji prężnie działa. Wołodia jest również bardzo skuteczny w promowaniu sankcji osobistych. Teraz będą próbowali wsadzić tych ludzi za kratki, aby uniemożliwić im działalność. Ale to się nie uda. Ponieważ ja, jego koledzy i przyjaciele będziemy kontynuować jego dzieło. Wiem, że FBC kontynuuje dzieło Aleksego Nawalnego. Nie będą w stanie zamknąć wszystkich. To niemożliwe. W końcu zabraknie dla nich miejsc w więzieniach. #1 Michel Lotito – człowiek, który zjadł… samolot Samolot Cessna 150 znalazł się w menu niejakiego Michela Lotito. Żołądek i jelita tego jegomościa cechowały się odmienną budową niż większości ludzi. Sprawiało to, że od najmłodszych lat mógł jeść… przedmioty metalowe lub gumowe bez poważnych konsekwencji zdrowotnych. Samolot Cessna 150 spożywał przez dwa lata, podobno pomiędzy 1978 a 1980 rokiem. Jego osiągnięcie znalazło się w księdze rekordów Guinnessa. Do tej pory nikt nie ośmielił się targnąć na ten rekord…Urodzonemu na południu Francji mężczyźnie udało się zjeść ponadto osiemnaście rowerów, piętnaście wózków sklepowych, osiem żyrandoli, siedem telewizorów, dwa łóżka, trumnę (sic!) i komputer. Ale jak? Jakim cudem nie pokaleczył sobie np. przełyku? Z informacji nt. niezwykłych wyczynów Francuza dowiadujemy się, że przed spożyciem metalowego przedmiotu lub szkła Michel wypijał sporą ilość wody i oleju. Ten ostatni tworzył barierę ochronną dla jego podaje, że według szacunków pomiędzy 1959 i 1997 rokiem Lotito zjadł prawie dziewięć ton metalu. Michel Lotito zmarł w 2007 roku w wieku 57 lat. Popularne posty z tego bloga OPIS STRONY Blog będzie polegał na pokazaniu ludzi,którzy swoimi umiejętnościami lub częściami ciała udowodnią,że są na świecie rzeczy, niewyobrażalne dla normalnego stronie będzie możliwość zobaczenia 8 rekordów i przeczytania ciekawostek na temat danego rekordzisty. ZAPRASZAMY. Michel Lotito (1950-2007), znany również jako „Monsieur Mangetout”, był mężczyzną francuskiego pochodzenia, który stał się znany na całym świecie ze swojej dziwnej i wyjątkowej zdolności: potrafił jeść wszelkiego rodzaju przedmioty (stąd jego imię, W jego języku ojczystym oznacza to „Pan zjada wszystko”). Księga Rekordów Guinnessa kryje w sobie wiele historii, równie dziwnych, co fascynujących. W dążeniu do sławy i osiągnięcia tego, czego nikt wcześniej nie zrobił, niektórzy wymyślają i wykonują naprawdę zaskakujące czynności. W tej książce Lolito jest pamiętany jako jedyna osoba w historii, która zjadła całą trumnę; ale to nie był jego jedyny niezapomniany wyczyn. W rzeczywistości nie jest też najbardziej osobliwy. Szacuje się, że w latach 1959-1997 Michel Lotito zużył około 9 ton metalu. Ponadto połknął mnóstwo materiałów uważanych za toksyczne, co najwyraźniej nie powodowało u niego żadnych problemów zdrowotnych. W rzeczywistości zmarł z przyczyn naturalnych w 2007 roku w wieku 57 lat. Historia Michela Lotito i jego wyczynów jest jedną z najbardziej osobliwych z tych, które pamiętamy w ostatnich dziesięcioleciach. Dziś opowiemy Wam wszystko o tym osobliwym artyście i sposobie, w jaki zdobył sławę jedząc wszelkiego rodzaju przedmioty. Biografia Michel Lotito, znany również pod pseudonimem „Monsieur Mangetout”, był artystą urodzonym 15 czerwca 1950 roku w Grenoble we Francji. Jego główną umiejętnością było spożywanie dużych ilości metalu i innych podobnych substancji bez zachorowania. Według niego u szczytu kariery był w stanie bez problemu spożywać 1 kilogram niejadalnych materiałów dziennie. Ale skąd się wziął ten dziwny talent? Czy było to coś wytrenowanego, czy też urodził się z tym Lotito? Jak się później okazało, gdy stał się sławny, Monsieur Mangetout cierpiał na zaburzenie odżywiania znane jako „pica”. Ci, którzy go mają, mają dziwne manie, które prowadzą do spożywania substancji nieodżywczych. Naprawdę nie wiadomo, dlaczego powstaje pica. Naukowcy uważają, że chęć spożywania substancji takich jak skały czy metale może mieć związek ze znacznym brakiem składników odżywczych w organizmie. W każdym razie Michel Lotito wiedział, jak zobaczyć dobrą stronę swojej sytuacji i postanowił zamienić chorobę w swój główny talent. Dlatego w 1966 roku zaczął spożywać metal i inne podobne substancje, a kilka miesięcy później zaczął publicznie pokazywać swój talent pod pseudonimem. Przez całą swoją karierę mężczyzna jadł następujące przedmioty, zgodnie z Księgą Rekordów Guinnessa: - 18 rowerów. - 15 wózków sklepowych. - 7 telewizorów. - 6 żyrandoli. - Dwa łóżka. - 1 para nart. - 1 samolot Cessna 150. - 1 komputer. Pomimo tego, jak nieprawdopodobna może być ta lista, istnieje dokumentacja, która dowodzi, że Monsieur Mangetout rzeczywiście zdołał połknąć wszystkie zawarte w niej przedmioty bez zachorowania. Ale jak to możliwe, że to zrobił? Sekretna metoda Michela Lotito Prawda, choć wciąż imponująca, nie jest tak szokująca, jak mógłby pomyśleć ktoś, kto nie był zaznajomiony z technikami Monsieur Mangetout. Zamiast próbować zjeść przedmioty, które połknął za jednym razem, najpierw połamał je na drobne kawałki, które następnie zjadł zmieszane z normalnym jedzeniem. W końcu kto może zjeść samolot za jednym razem? Model Cessna 150, samolot, który zjadł Michel Lotito. Źródło: ArpingstoneTak więc technika stosowana przez Michela Lotito przez większość jego życia była następująca: najpierw rozłożył wybrany przedmiot na drobne kawałki, zmieszał je z normalnym pożywieniem, a następnie spożył duże ilości wody i oleju, aby zapobiec ich ostre kawałki uszkadzają gardło lub układ pokarmowy. Mimo to wyczyn Lotito pozostaje praktycznie niemożliwy do powtórzenia. Lekarze, którzy go badali, stwierdzili, że jego soki żołądkowe były znacznie silniejsze niż zwykle; a ściany jego brzucha były również grubsze niż zwykle, więc ostre przedmioty, które zraniłyby innych ludzi, nie sprawiały mu żadnych problemów. Co ciekawe, ta zdolność do połykania niebezpiecznych i nieodżywczych przedmiotów miała negatywny odpowiednik: Michel Lotito odczuwał silny dyskomfort, jeśli jadł zbyt miękkie jedzenie, takie jak banany lub jajka. Ponadto, ponieważ jego niezwykły problem stał się jego karierą, francuski artysta nigdy nie zdołał rozwiązać szczupaka, więc przez całe życie nadal odczuwał potrzebę spożywania nieodżywczych przedmiotów. Chociaż w chwili jego śmierci nie stwierdzono bezpośredniego związku między jego dziwnymi nawykami a śmiercią, nie można wykluczyć, że jego sposób odżywiania miał na to silny wpływ. Niektóre z wyczynów Monsieur Mangetout Kariera Michela Lotito była niewątpliwie jedną z najciekawszych, jakie miały miejsce w historii. Kiedy zdecydował się spożyć nowy duży przedmiot, podał go do publicznej wiadomości; a potem mógł spędzić dużo czasu, połykając go kawałek po kawałku, podzielony na bardzo małe kawałki. Na przykład, gdy postanowił zjeść Cessnę 150 (mały samolot), zajęło mu ponad dwa lata, zanim połknął wszystkie małe części, na które ją podzielił. Coś podobnego wydarzyło się, gdy zjadł całą trumnę, w tym wszystkie gwoździe, drewno i uchwyty, co przyniosło mu wzmiankę w Księdze Rekordów Guinnessa. W rzeczywistości organizatorzy tej znanej księgi rekordów postanowili wręczyć mu pamiątkową tablicę z mosiądzu, w uznaniu jego dziwnego życia w jedzeniu. Lotito, traktując to jako osobiste wyzwanie, również zdecydował się zjeść talerz. Śmierć Michel Lotito zmarł 25 czerwca 2007 r., Prawie dziesięć lat po wycofaniu się z życia publicznego i ostatnim z jego wyczynów polegających na spożywaniu obcych przedmiotów. Jak już wspomnieliśmy, lekarze badający jego ciało nie znaleźli żadnego związku między jego osobliwymi nawykami żywieniowymi a jego śmiercią. W tym czasie stracił życie, miał zaledwie 57 lat. Bibliografia „Poznaj Michela Lotito,„ Lorda Cometodo ”” w: Azteca América. Pobrane: 24 września 2019 r. Z Azteca América: „To wszystko, co połykał człowiek, który dziennie zjadał 900 g metalu” w: Gizmodo. Pobrane: 24 września 2019 r. Z Gizmodo: „Człowiek, który zjadł samolot kawałek po kawałku” w: Ripleys. Pobrane: 24 września 2019 r. Z Ripleys: „Najdziwniejsza dieta” w: Rekordy Guinnessa. Pobrane: 24 września 2019 Guinness World Records: „Michel Lotito” w: Wikipedia. Pobrane: 24 września 2019 z Wikipedii: tak to prawda, i to prosto z „dziwnych” plików. nie próbuj tego w domu, i proszę, nie próbuj tego w naszej Lotito, francuski artysta, wcześnie uznał, że „normalna” dieta to za mało. Urodzony w Grenoble we Francji Lotito zasłynął z celowego spożywania niestrawnych przedmiotów. Dał się poznać jako Monsieur Mangetout („Mr., Eat-All”) I zjadał przekąski, które wysyłały zwykłych ludzi prosto do szpitala. „w trakcie kariery Monsieur Mangetout, jego dieta obejmowała 18 rowerów, siedem telewizorów, dwa łóżka, 15 wózków sklepowych, komputer, trumnę (Uchwyty i wszystkie), parę nart i sześć żyrandoli. To dość imponujące jak na nikogo standardy, ale szczytem jego kariery rozrywkowej był czas, kiedy zjadł cały cholerny samolot. zgadza się. W 1978 roku zjadł cały samolot Cessna 150., To znaczy, zaczął jeść go w 1978 roku, ponieważ był to żmudny proces kawałek po kawałku, który trwał dwa lata. Ostatecznie w 1980 roku wyłonił się z epickiej bitwy człowiek kontra maszyna latająca zwycięsko.”- Czytaj więcej w Ripley ' s Believe It Or Not Lotito został nagrodzony mosiężną płytą przez Guinessa Book of World Records, którą również zjadł. Michel Lotito (ur. 15 czerwca 1950 w Grenoble we Francji, znany jako Monsieur Mangetout, jadł metal i szkło przez całe swoje życie, począwszy od 1959 roku. , Gastroenterolodzy Prześwietlili jego żołądek i opisali jego zdolność do spożywania 900 g (2 lb) metalu dziennie jako wyjątkową. jego dieta od 1966 roku obejmowała 18 rowerów, 15 wózków sklepowych, siedem telewizorów, sześć żyrandoli, dwa łóżka, parę nart, niskokaloryczny Lekki samolot Cessna i komputer. Mówi się, że dostarczył jedyny w historii przykład trumny (Uchwyty i wszystko) kończącej się wewnątrz człowieka. po raz pierwszy uświadomił sobie swoją zdolność, gdy pękła szklanka, z której pił i zaczął żuć fragmenty. Do października 1997 zjadł prawie 9 ton metalu., Powiedział, że banany i jajka na twardo sprawiły, że zachorował. Pan Lotito zmarł z przyczyn naturalnych 25 czerwca 2007. – Czytaj więcej na

człowiek który zjadł samolot